sobota, 16 kwietnia 2011

Pierwsze spotkanie

Jeszce raz dziękuję Kubie Woynarowskiemu za fenomenalną prezentację albumu Manggha i inspiracji które zebrał przygotowując się do jego stworzenia. Spotkanie to zapoczątkowało nieregularny cykl spotkań w czasie których chciałabym zaprezentować ciekawe i unikatowe wydawnictwa i zjawiska z dziedziny dizajnu, komiksu, ilustracji (przez projektantów traktowanej jako dziedzina sztuki, a przez artystów jako projektowanie), rysunku narracyjnego (pracowania Rysunku Narracyjnego działa na krakowskiej ASP od października 2010), animacji czy działań multuimedialnych.

Zapraszam na spotkania, informacje o nich pojawiają się regularnie na naszej stronie i na profilu Zbiornika na facebooku: http://www.facebook.com/zbiornik.kultury

Anna Zabdyrska






piątek, 15 kwietnia 2011

Manggha. Spotkanie z Jakubem Woynarowskim


Poniedziałek, 18.04.2011, godz. 20.00

Spotkanie z Jakubem Woynarowskim, w czasie którego opowie on o albumie Manggha, komiksie eksperymentalnym i książkach z obrazkami dla dorosłych.

Co znaczy: „Manggha”? Różnorodne szkice. Co zawiera? Odpowiedzieć można: czego nie zawiera?

Feliks Manggha Jasieński

Manggha to niewątpliwie słowo-klucz, pozwalające zrozumieć zarówno meandry biografii Feliksa Jasieńskiego (1861–1929), jak i legendę, która jego postaci towarzyszyła zarówno za życia, jak i po śmierci. Manggha to nie tylko tytuł 15-tomowej serii drzeworytów japońskiego artysty Katsushiki Hokusaia; to także tytuł zbioru tekstów Feliksa Jasieńskiego z dziedziny krytyki artystycznej oraz jego pseudonim, upamiętniony również – jako wyraz hołdu dla twórcy znakomitej kolekcji dzieł z Kraju Kwitnącej Wiśni– w nazwie krakowskiego Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej.

Manggha to także tytuł wykonanego przeze mnie cyklu 40 grafik – „wizualnego eseju”, stanowiącego adaptację wybranych wątków literackiego opus magnum Feliksa Jasieńskiego.


Odwołując się do konwencji historycznej powieści graficznej (nie zapominając również o narracyjnych dziełach z gatunku manga), podjąłem próbę zilustrowania formułowanych przez Jasieńskiego refleksji natury ogólnej za pomocą faktów z jego życia: historii skandalu w warszawskiej Zachęcie, przeprowadzki do Krakowa, twórczych kontaktów ze środowiskiem artystycznym (m.in. Leonem Wyczółkowskim, Jackiem Malczewskim, Julianem Fałatem i Józefem Mehofferem), konfliktu z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, przyjaźni ze Stanisławem Wyspiańskim, utraty wzroku, śmierci i „nowego rozdziału” w jego symbolicznej biografii, jakim jest bez wątpienia powstanie Muzeum „Manggha”.

Starając się wiernie odzwierciedlić sprzeczności charakterystyczne dla stylu Jasieńskiego – balansującego w osądach między wzniosłością a małostkowością – zdecydowałem się na połączenie klasycznego, realistycznego warsztatu rysunkowego z językiem aluzyjnej abstrakcji.

Koło (symbol Nieba, pierwiastka duchowego, doskonałości), przeistaczając się w płomienną kulę, odsyła bezpośrednio do wzoru znanego z japońskiej flagi narodowej, a pośrednio do słonecznej tarczy oraz latarni – jej ziemskiego odpowiednika, wykonanego ludzką ręką. Ławica pomarańczowych kul staje się w tym kontekście metaforą niezwykłej kolekcji sztuki japońskiej – harmonijnej (zarówno jako całość, jak i zbiór elementów), choć wnoszącej dysharmonię w drobnomieszczański świat małej stabilizacji. Ów kołtuński żywioł (jak rzekłby Jasieński) reprezentowany jest przez grad czarnych kul, stado much, ciemne skrzynie (skrywające zbiór skarbów – arcydzieł) oraz czarny kwadrat – znany z ikon symbol Ziemi, świata materii, stanu ograniczenia i bezruchu. Walka między żywiołem ziemskim i niebiańskim toczy się pod znakiem trójkąta (przywołującego trójcę: Niebo – Ziemia – Świat Podziemny oraz Narodziny – Życie – Śmierć), widocznego w formie góry Fudżi, w zarysie kopca Kościuszki, w sylwecie piramidy, grobowych obelisków i w tympanonie warszawskiej Zachęty, którą zdobi dumna dewiza „Artibus”.

Odchodząc w swojej opowieści od klasycznie rozumianej „literackości”, dążyłem do wyeksponowania cech, które Feliks Jasieński – jako znawca sztuki japońskiej – cenił najwyżej:milczenia, niedopowiedzenia, prostoty środków wyrazu.

Jakub Woynarowski


Jakub Woynarowski (1982). Absolwent Wydziału Grafiki ASP w Krakowie; obecnie prowadzi zajęcia w Pracowni Rysunku Narracyjnego. Rysownik, projektant (Grand Prix 1. OKKAS, 2011), animator (Grand Prix 13. OFAFA, 2007), niezależny kurator, eseista. Autor eksperymentalnych opowieści graficznych („Żołnierze” – z J. Strachotą; „Manggha”; „The story of gardens”), laureat Grand Prix 18. MFK w Łodzi (2007). Publikował w „Lampie”, „Ha!arcie”, „Autoportrecie” i „Exklusivie”. Współpracował m. in. z TVP Kultura, F2F TV, Muzeum „Manggha”, Muzeum Narodowym w Krakowie i Korporacją Ha!art.


czwartek, 14 kwietnia 2011

Kurator, goście i prelegentka






Wykład Anety Rostkowskiej i oprowadzanie przez kuratora po wystawie Pani Walewska

Sobota, 16.04.2011, godz. 17.00
oprowadzanie przez kuratora po wystawie

Sobota, 16.04.2011, godz. 18.00
wykład

„Pani Walewska”* w świecie sztuki
Dotyk, smak i zapach w pracach współczesnych artystów.

Kim jest artystyczna „pani Walewska”? Kogo chce uwieść i jakim portfolio? Dlaczego tak późno wyszła z ukrycia i jakie estetyczne hierarchie ją weń wpędziły? Co skrywa pod napoleońskim kapeluszem? Bogactwo składników odżywczych czy tanią wazelinę? Chce być wyłącznie balsamem dla ciała czy także balsamem dla duszy? Dojrzała kobieta czy początkująca trzpiotka? O kontrowersjach i trudnościach, jakie pojawiają się, gdy artystyczne emanacje „Pani Walewskiej” kuszą wybredną niczym Napoleon publiczność, opowie Aneta Rostkowska.

*„Pani Walewska” to seria kosmetyków stworzona w latach 70-tych przez firmę „Miraculum” zainspirowana serialem „Napoleon i Marysieńka”. Wizytówką marki jest profil pani Walewskiej oraz charakterystyczny kształt słoiczka kremu przypominający odwrócony napoleoński kapelusz. Obecnie „Pani Walewska” występuje w trzech wersjach o modnie brzmiących nazwach: „Classic”, „Chic” i „Gold”.

Aneta Rostkowska – krytyczka, kuratorka, autorka tekstów o sztuce, współtwórczyni inicjatywy Projekt Miejski poświęconej przestrzeni miasta Krakowa, zajmuje się sztuką współczesną i teorią sztuki, studiowała na uniwersytetach w Heidelbergu i Frankfurcie nad Menem, stypendystka Baden Württemberg Stiftung, Hertie-Stiftung i Ministra Nauki, obecnie pisze doktorat na UJ.

Krzysztof Mężyk w Galerii Floriańska 22



Otwarcie wystawy: 15.04.2011, godzina 20.00

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Różowe i czarne

„Więc dobrze, Mario, uważam ten naród za namiętny i lekkomyślny. Uważam, że Polacy czyniąwszystko z fantazji, nie z rozsądku. Ich entuzjazm jest porywczy, hałaśliwy, chwilowy, ale nie umiejąnim kierować i utrwalić go. Czyż nie jest to pani portret, piękna Polko?”

Napoleon do Marii Walewskiej


Cóż obchodzić nas może kobieta zmarła prawie dwieście lat temu, o której życiu wiemywszystko i nic? Kobieta, która być może namiętnie kochała Napoleona i która byćmoże wcale go nie kochała. Kobieta, którą być może kochał Napoleon, być możewcale nie kochał i jedynie mechanicznie podpisywał miłosne i nierzadko pikantnelisty kreślone do pięknej Polki ręką anonimowego dzisiaj kancelisty. Być może byłamatką dziecka swego męża, szambelana Walewskiego, być może nie. Być może tenstarszy od niej o pół wieku idiota, ten Polak-Sarmata, który znalazł się przypadkiemna progu życia nowoczesnego, z którego nic nie był w stanie zrozumieć, prowincjuszi nieudacznik, dał jej przyzwolenie. Być może wcale nie, być może chociaż jowialny,był uroczy, obyty i światowy, być może Paryż, być może Rzym…

Cóż obchodzić może nas życie Marii Walewskiej, które jest proste jak biblijnaprzypowieść, a jednocześnie dzięki retoryczno-kaznodziejskim chwytom różnychjego opowiadaczy (Savant, Masson, Gąsiorowski, Brandys), nabiera polorusentymentalnego kiczu literatury kuchennej, ojczyźnianej gadaniny o powinnościachi poświęceniu, lub onanistycznej orgii pisarza-impotenta. Wszystko w nim, jak tow przypowieści bywa, zależy od właściwego odczytania znaku. Jest tak chociażbyz domniemanym spotkaniem Pani Walewskiej z Tadeuszem Kościuszką. Wiemy jedynie, że zerwał z jej piersi biało-czerwoną kokardę. Według jednych przycisnął tenfetysz do swych ust, według drugich, z afektem cisnął kokardę na ziemie. Być może obie wersje to tylko zła literatura, sporo jednak mówią o polskości jako (łóżkowej)sytuacji.

To, czy Pani Walewska oddawała się za miliony i czy zawsze z imieniem Polski na ustachprzeżywała la petite mort z duchem świata na koniu lub z jego koniem zgoła, niepowinno nas wcale interesować. O wiele bardziej interesująca wydaje się owa biało-czerwona kokarda jako miejsce, w którym splatają się historia, polityka i seks. Zbiało-czerwonej kokardy zerwanej z biustu pani Walewskiej ręką bohatera, przemawiaczarno-biała polityka historyczna, która nie umie poradzić sobie z biustem nienależącym ani do Matki-Polki, ani dziewicy-bohatera.

Dlatego też kokarda Pani Walewskiej, jej biust i ona sama wyzwalają od utartychschematów ojczyźnianych. Pani Walewska to erotyka, którą należy przeciwstawićpolityce, to erotyka historyczna, którą zastąpić można historyczną politykę, to wkońcu erotyzm kontra patriotyzm, synczyzna versus ojczyzna. Pani Walewska obezwładniona trwogą, kiedy pada sztywna do nóg Napoleona-kochankaszepcze tę swoją deklarację polityczno-erotyczną: „Czyż nie jesteśmy wszyscysierotami? Kiedy pan nas wskrzesi, będę zawsze nosić kolor różowy”.

Wojciech Szymański

fotorelacja z wernisażu "Pani Walewska"