czwartek, 14 kwietnia 2011

Kurator, goście i prelegentka






Wykład Anety Rostkowskiej i oprowadzanie przez kuratora po wystawie Pani Walewska

Sobota, 16.04.2011, godz. 17.00
oprowadzanie przez kuratora po wystawie

Sobota, 16.04.2011, godz. 18.00
wykład

„Pani Walewska”* w świecie sztuki
Dotyk, smak i zapach w pracach współczesnych artystów.

Kim jest artystyczna „pani Walewska”? Kogo chce uwieść i jakim portfolio? Dlaczego tak późno wyszła z ukrycia i jakie estetyczne hierarchie ją weń wpędziły? Co skrywa pod napoleońskim kapeluszem? Bogactwo składników odżywczych czy tanią wazelinę? Chce być wyłącznie balsamem dla ciała czy także balsamem dla duszy? Dojrzała kobieta czy początkująca trzpiotka? O kontrowersjach i trudnościach, jakie pojawiają się, gdy artystyczne emanacje „Pani Walewskiej” kuszą wybredną niczym Napoleon publiczność, opowie Aneta Rostkowska.

*„Pani Walewska” to seria kosmetyków stworzona w latach 70-tych przez firmę „Miraculum” zainspirowana serialem „Napoleon i Marysieńka”. Wizytówką marki jest profil pani Walewskiej oraz charakterystyczny kształt słoiczka kremu przypominający odwrócony napoleoński kapelusz. Obecnie „Pani Walewska” występuje w trzech wersjach o modnie brzmiących nazwach: „Classic”, „Chic” i „Gold”.

Aneta Rostkowska – krytyczka, kuratorka, autorka tekstów o sztuce, współtwórczyni inicjatywy Projekt Miejski poświęconej przestrzeni miasta Krakowa, zajmuje się sztuką współczesną i teorią sztuki, studiowała na uniwersytetach w Heidelbergu i Frankfurcie nad Menem, stypendystka Baden Württemberg Stiftung, Hertie-Stiftung i Ministra Nauki, obecnie pisze doktorat na UJ.

Krzysztof Mężyk w Galerii Floriańska 22



Otwarcie wystawy: 15.04.2011, godzina 20.00

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Różowe i czarne

„Więc dobrze, Mario, uważam ten naród za namiętny i lekkomyślny. Uważam, że Polacy czyniąwszystko z fantazji, nie z rozsądku. Ich entuzjazm jest porywczy, hałaśliwy, chwilowy, ale nie umiejąnim kierować i utrwalić go. Czyż nie jest to pani portret, piękna Polko?”

Napoleon do Marii Walewskiej


Cóż obchodzić nas może kobieta zmarła prawie dwieście lat temu, o której życiu wiemywszystko i nic? Kobieta, która być może namiętnie kochała Napoleona i która byćmoże wcale go nie kochała. Kobieta, którą być może kochał Napoleon, być możewcale nie kochał i jedynie mechanicznie podpisywał miłosne i nierzadko pikantnelisty kreślone do pięknej Polki ręką anonimowego dzisiaj kancelisty. Być może byłamatką dziecka swego męża, szambelana Walewskiego, być może nie. Być może tenstarszy od niej o pół wieku idiota, ten Polak-Sarmata, który znalazł się przypadkiemna progu życia nowoczesnego, z którego nic nie był w stanie zrozumieć, prowincjuszi nieudacznik, dał jej przyzwolenie. Być może wcale nie, być może chociaż jowialny,był uroczy, obyty i światowy, być może Paryż, być może Rzym…

Cóż obchodzić może nas życie Marii Walewskiej, które jest proste jak biblijnaprzypowieść, a jednocześnie dzięki retoryczno-kaznodziejskim chwytom różnychjego opowiadaczy (Savant, Masson, Gąsiorowski, Brandys), nabiera polorusentymentalnego kiczu literatury kuchennej, ojczyźnianej gadaniny o powinnościachi poświęceniu, lub onanistycznej orgii pisarza-impotenta. Wszystko w nim, jak tow przypowieści bywa, zależy od właściwego odczytania znaku. Jest tak chociażbyz domniemanym spotkaniem Pani Walewskiej z Tadeuszem Kościuszką. Wiemy jedynie, że zerwał z jej piersi biało-czerwoną kokardę. Według jednych przycisnął tenfetysz do swych ust, według drugich, z afektem cisnął kokardę na ziemie. Być może obie wersje to tylko zła literatura, sporo jednak mówią o polskości jako (łóżkowej)sytuacji.

To, czy Pani Walewska oddawała się za miliony i czy zawsze z imieniem Polski na ustachprzeżywała la petite mort z duchem świata na koniu lub z jego koniem zgoła, niepowinno nas wcale interesować. O wiele bardziej interesująca wydaje się owa biało-czerwona kokarda jako miejsce, w którym splatają się historia, polityka i seks. Zbiało-czerwonej kokardy zerwanej z biustu pani Walewskiej ręką bohatera, przemawiaczarno-biała polityka historyczna, która nie umie poradzić sobie z biustem nienależącym ani do Matki-Polki, ani dziewicy-bohatera.

Dlatego też kokarda Pani Walewskiej, jej biust i ona sama wyzwalają od utartychschematów ojczyźnianych. Pani Walewska to erotyka, którą należy przeciwstawićpolityce, to erotyka historyczna, którą zastąpić można historyczną politykę, to wkońcu erotyzm kontra patriotyzm, synczyzna versus ojczyzna. Pani Walewska obezwładniona trwogą, kiedy pada sztywna do nóg Napoleona-kochankaszepcze tę swoją deklarację polityczno-erotyczną: „Czyż nie jesteśmy wszyscysierotami? Kiedy pan nas wskrzesi, będę zawsze nosić kolor różowy”.

Wojciech Szymański

fotorelacja z wernisażu "Pani Walewska"














czwartek, 7 kwietnia 2011

Pani Walewska

08.04−15.04.2011

Piotr Filipiuk / Marcin Maciejowski / Monika Misztal / Mateusz Okoński / Maciej Osika / Karol Radziszewski / Łukasz Surowiec / Piotr Swiatoniowski / Xawery Wolski jun.

Pani Walewska, romantyczna heroina, kochanka Napoleona Bonaparte, a jednocześnie patronka kultowego wyrobu PRL-u, kremu do twarzy na dzień i na noc dla kobiet. Co łączy te dwie postacie? Romantyzm i zgrzebny realizm? Pani Walewska, fantazmat, Pani Walewska, odda się za miliony. "Wszystko dla Polski, Sir".

Zapraszamy na pierwszą wystawę w nowej siedzibie Zbiornika Kultury, w oddziale kremów, konfekcji i naważalni, dawnej hali fabryki Miraculum, w której tworzono Panią Walewską.

Kurator: Wojciech Szymański

Wernisaż wystawy :
Kraków, ul. Zabłocie 23
teren byłej fabryki Miraculum, oddział kremów
piątek, 8 kwietnia 2011 r., godz. 20.00


wtorek, 5 kwietnia 2011

OTWARCIE II ZBIORNIKA KULTURY

Otwarciu towarzyszyła projekcja filmu Maksa Cieślaka "Lato". (link do strony artysty http://www.fauscik.pl/ )

Bycie-w-lecie

Projekt wystawowy „Zbiornik Kultury” jest próbą namysłu nad kondycją i potencjałem współczesnej sztuki. Jednocześnie u jego założenia znalazła się próba nakreślenia granic sztuki lub konstatacja o jej umowności lub nie. Do projektu zostały zaproszone wybitne indywidualności młodego i średniego pokolenia artystów polskich i zagranicznych, dla których sztuka jest punktem wyjścia do konceptualnych rozważań nad ideą obrazu i obrazowania lub nieobrazowania. Mottem przyświecającym próbie namysłu nad koncepcją idei jest tytuł historycznego już (niestety) obrazu Jacksona Pollocka pozbawionego tytułu jednak. Zawarte w tym tytule pytanie ma stanowić dla artystów pretekst do wyartykułowania własnych refleksji nad sensem sztuki i odwieczną potrzebą obrazowania. Organizatorzy oraz kuratorzy zakładają, że część realizacji zostanie przygotowana i zaprezentowana.

W filmie Lato (2010) Maksymilian Cieślak, wybitna indywidualność młodego i średniego pokolenia artystów polskich i zagranicznych, przekracza ograniczoną ekonomię (economimesis) lata ku ekonomii ogólnej filmu, dokonując szeregu przesunięć w tym, co Derrida nazwał „systemem dukcji” (produkcji, reprodukcji, indukcji, redukcji itd.). Część z nich Cieślak próbował rozpoznać. Uchylając władzę obramienia (kamerą, przedłużeniem swojego ramienia), umożliwiając przekroczenie granic Heideggerowskiej kategorii bycia-w-lecie (in-dem-Sommer-sein), niweczy dzieło, rozpuszczając je we frenetycznej wizji bycia pomiędzy wiosną a jesienią. Jednocześnie tylko ta nihilistyczna anihilacja tego-co-w-lecie, ofiarowanie bez zadośćuczynienia w odpowiedzi na pragnienie niemożliwe do nasycenia, warunkuje symboliczne działanie, przez które tworzy się sztuka. Cieślak zmusza nas do oscylowania, w nieustannym wysiłku przekraczania tego-co-wyobrażone o lecie, bycia pomiędzy Battaille’owską ekonomią nadmiaru a Lacanowską ekonomią braku.

Jak bumerang puszczony ręką Foucaulta powraca konstatacja impasu, który dotyczy kultury w ogólności, jak i jej estetycznych oraz etycznych obwarowań. Kryzys reprezentacji i rozmiękczenie opisującego naszą rzeczywistość świata pojęciowego stały się synonimami rozterek, jakie odczuwa współczesny człowiek wobec zmian pogody. Z drugiej strony – odczucie to nie jest niczym nowym. Warto pamiętać, że chociaż Heraklitejskie panta rhei obwieszczone zostało przed zgoła dwoma i pół tysiącem lat, jest ono – para-doxa-lnie – nadal jedyną pewną i niezmienną cechą towarzyszącej nam w życiu niepewności.

Być może człowiek nie potrafi żyć bez obrazu i bez odbicia, być może wynika to z wiary, że zatrzymanie w jednym kadrze lub zdaniu rozpędzonego życia może stanowić remedium i odpowiedź na przemijanie lata. Nie wiadomo.

1 kwietnia 2011 r.
Odnalazł, wybrał, uporządkował i do druku podał W. Szymański